
Sąd Najwyższy wydał właśnie uchwałę, która wywraca do góry nogami dotychczasową praktykę procesową w sporach o wadliwie wykonane roboty budowlane. Sentencja jest krótka, ale uderza z ogromną siłą: „Odszkodowanie za szkodę wynikłą z nienależytego wykonania zobowiązania z umowy o roboty budowlane nie może zostać ustalone jako równowartość kosztów usunięcia wad”.
Co to oznacza w praktyce? Jeśli liczyłeś na to, że w sądzie wystarczy przedstawić kosztorys naprawczy, aby otrzymać przelew na taką kwotę – mamy złe wieści. Sąd Najwyższy właśnie otworzył prawną puszkę Pandory.
Koniec ery „metody kosztorysowej”
Przez lata w polskich sądach dominowało uproszczenie: jeśli wykonawca „skopał” robotę, to szkodą inwestora jest kwota, jaką musi on wydać na naprawę. Inwestorzy przedstawiali kosztorysy, biegli sądowi potwierdzali rynkowość stawek i wyrok zapadał.
Sąd Najwyższy uznał jednak, że takie podejście jest błędne z punktu widzenia teorii prawa. Szkoda to nie koszt naprawy, lecz uszczerbek w majątku. Aby go wyliczyć, należy porównać dwa stany:
- Wartość majątku, jaką inwestor miałby, gdyby roboty wykonano idealnie.
- Wartość majątku z robotami wykonanymi wadliwie.
Różnica między tymi dwiema wartościami to Twoja realna szkoda. Kosztorys naprawczy może być jedynie wskazówką, a nie ostatecznym dowodem na wysokość odszkodowania.
Dlaczego SN podjął taką decyzję?
Głównym powodem jest chęć ukrócenia zjawiska tzw. nadmiernego wzbogacenia. W wielu procesach dochodziło do paradoksów: inwestor otrzymywał 100 000 zł odszkodowania na naprawę estetycznej wady elewacji, po czym… nigdy tej naprawy nie wykonywał. Zostawał z pieniędzmi w kieszeni i budynkiem, który wcale nie stracił na funkcjonalności. Według SN odszkodowanie ma naprawiać realną stratę, a nie stanowić finansowy bonus.
Konsekwencje dla procesów sądowych
Ta zmiana wymusza całkowitą rewizję strategii procesowych. Oto co się zmieni:
- Nowa rola biegłych: Zamiast samego inżyniera budownictwa, w sprawach coraz częściej będzie musiał pojawiać się rzeczoznawca majątkowy.
- Trudniejszy dowód: Inwestor (powód) będzie musiał wykazać, o ile realnie spadła wartość jego nieruchomości przez daną wadę.
- Problem wad nieistotnych: Jeśli wada jest uciążliwa, ale nie wpływa na rynkową cenę obiektu, uzyskanie odszkodowania pieniężnego może stać się niezwykle trudne.
Ta sytuacja dobitnie pokazuje, że w sporach sądowych największym ryzykiem nie jest tylko to, co już zapisano w wyrokach. Prawdziwym wyzwaniem okazuje się czas i nieprzewidywalność – to, co sądy orzekną za dwa lub trzy lata, gdy sprawa będzie wciąż w toku. Dziś nie wiemy jeszcze, jak nowa uchwała przyjmie się w praktyce, ani jak będzie interpretowana. Zostawia to wielu poszkodowanych w trudnej sytuacji: jeśli ktoś wydał oszczędności życia na budowę, rzadko stać go na pokrycie kosztów napraw z własnej kieszeni. Do tej pory to właśnie odszkodowanie kosztorysowe było dla takich osób jedynym realnym ratunkiem.
Tak, ale nie możesz ich nazwać „równowartością kosztów usunięcia wad” wprost. Musisz wykazać, że koszt naprawy pokrywa się z Twoim realnym uszczerbkiem majątkowym lub skorzystać z uprawnienia do obniżenia ceny lub zwrotu kosztów już wykonanej naprawy.
Warto skonsultować się z prawnikiem w celu modyfikacji wniosków dowodowych. Może być konieczne powołanie rzeczoznawcy majątkowego, aby udowodnić wpływ wad na wartość budynku, zanim sąd oddali powództwo jako nieudowodnione.
Zdecydowanie tak. Relacja inwestor–deweloper opiera się na umowach o roboty budowlane. Deweloperzy z pewnością będą teraz masowo podnosić argument, że wada (np. nierówne tynki) nie obniża wartości mieszkania o tyle, ile kosztuje ich „skucie i ponowne położenie”.
Koszt prywatnej opinii to zazwyczaj od 1500 do 4000 zł, w zależności od skomplikowania obiektu. W sądzie koszt biegłego rzeczoznawcy jest ustalany według stawek ustawowych i zazwyczaj doliczany do kosztów procesu, które pokrywa strona przegrywająca.



